hone, honing stones, jnat, nagura, shaving, Uncategorized

Jnats – japońskie kamienie naturalne

W skrócie

Jnats są mało znane w Polsce. Barierą popularyzacji są koszty. W niniejszym tekście znajdziesz propozycję poznania jnats bez rozrzutności i jak systematycznie zwiększać zaangażowanie, jeśli będziesz chciał.

(0) Jeśli jedynie podostrzasz brzytwę – zacznij od dobrej Suity, jest to opcja zero. (1) Jeśli chcesz wejść w minimalny zestaw one-stone-hone – kup Nakayamę z okruchami Botan, Mejiro, Toma. (2) Jeżeli jeszcze chcesz rozszerzyć progresję – dokup okruchy Ban, Tenyou, Koma, najlepiej stare (tzw. tani złom) To już wystarczy. (3) Jeżeli chcesz osiągnąć najwyższą delikatność ostrza – dodaj na koniec progresji jakiegoś wyjątkowe Awesado …… w tym momencie przekroczyłeś granicę tego co konieczne (4) Jeżeli remontujesz brzytwy lub lubisz ostrza o szlifie pełnym – poszukaj kamieni Ara-to na początek progresji np. Aoto Tamba. (5) Jeśli poszukujesz dalej to znaczy, że stałeś się hobbistą, koszty nie są barierą nie do przebycia i bawi Cię dobieranie kolejnych kamieni – zamiast okruchów dobieraj więcej kamieni bazowych, różnych dla różnych etapów i typów ostrzy.

Zawracanie głowy

“Całe to ostrzenie brzytew to zwykłe szuru-buru”. Zgadza się. Tak może powiedzieć ktoś, kto dokładnie wie o co chodzi, ma opanowane swoje kamienie, zna swoje brzytwy, ma czucie, osiągnął powtarzalność i automatykę. Dla reszty błędem jest założenie, że ostrzeniu i kamieniom wystarczy powierzchowne potraktowanie. Założenie “jakoś tam sobie poradzę” często kończy się rozczarowaniem i zamyka drogę do nabycia tej umiejętności. W praktyce, aby dojść do jakiegokolwiek biegłości w ostrzeniu, konieczne jest odbębnienie swoich d-godzin. Nie da się inaczej: próby, frustrujące błędy, małe sukcesy, błędne zakupy, podniszczone brzytwy,  cierpliwość, wytrwałość i chęć nauki. Najprostsze rozwiązanie to wysłać brzytwę do ostrzenia. Za granicą taka usługa kosztuje £20. W kraju są fachowcy ostrzący odpłatnie taniej oraz koledzy z forów, którzy pomagają gratis. W innym przypadku zaczyna się proces uczenia się.

Nauka ostrzenia dotyczy techniki i kamieni. Poniżej odnoszę się do kamieni. Konkretnie do “wąskiej”, choć bardzo licznej, grupy kamieni japońskich. Proponuję drogę łagodnego zaznajomienia się nimi, krok po kroku, bez nie-wiadomo-jakich inwestycji na początku.

Czy w Japonii wylądowali kosmici?

Z jakiego niby powodu akurat w Japonii miałyby być jakieś wyjątkowe kamienie do ostrzenia brzytew? Słuszne pytanie.

Po pierwsze: nie zamierzam argumentować, że jnats są najlepsze. Nie ma się co spierać. Ten tekst powstał, aby zachęcić grono TG do użycia jnats. Niestety ich popularność w kraju jest śladowa. Największe przeszkody w popularyzacji tematu są opór (tzn. twarde obstawanie przy swoim) i brak dostępnej wiedzy. Gdy  na forach TG zaczyna się spór o wyższości jednych kamieni nad drugimi, to zazwyczaj okazuje się, że te kamienie, które akurat ktoś ma, są dla niego najlepsze. Druga przeszkoda jest ściśle związana z pierwszą. Nasza wiedza o jnats, a może o kamieniach w ogóle, zawsze jest mocno ograniczona. Z jednej strony nie jest ją łatwo zdobyć, z drugiej w przestrzeni Internetu istnieje wiele mitów i informacji wprowadzających w błąd. Dlatego trzeba się dzielić nią odważnie, ale z szacunkiem. Nie piszę, że cena jnats jest barierą, bo będę się starał pokazać, że nie jest konieczne startować z kamieniołomem bardzo drogich kamieni, by wejść w temat.

Japonia ma szczególne położenie i budowę geologiczną. Nie mam fachowej wiedzy, by się wypowiadać w tej sprawie. Niemniej niespotykana różnorodność i mnogość kamieni w Japonii jest nieporównywalna do całej reszty świata. To jest znaczący fakt.

Po drugie, zgodnie z moją prywatną teorią, sądzę, że to nie kosmici doprowadzili do takiego stanu wiedzy i obrotu kamieniami w Japonii, ale w dużej mierze  zwykłe prawo równowagi podaży i popytu. Nie ma to nic wspólnego z brzytwami, a nawet sławnymi mieczami. Japonia stała i stoi budownictwem drewnianym. Od małych domków, przez świątynie do najsławniejszych zamków. Co więcej, są to konstrukcje odporne na trzęsienia ziemi i wiatry, majstersztyki ciesielstwa. Stąd w Japonii tak wiele narzędzi do drewna, których u nas nigdy nie było albo już nie ma. Trzeba je wszystkie ostrzyć, niektóre codziennie. Jest niezbędne do osiągnięcia tej niesamowitej precyzji w skomplikowanych połączeniach ciesielskich, z której oni słyną.

Po trzecie: chodzi o tę specyficzną duchowość Japończyków. Wiecie o co chodzi. Każda sprawa, od przygotowania herbaty, przez sztuki walki, prace rzemieślnicze, pismo, ceramikę itd. odbywa się w sferze często dla nas, Europejczyków, niepojętej. Łatwiej rozumieć to tym, którzy na poważnie zaangażowali się w którąś z tych dziedzin, w Polsce zazwyczaj w sztuki walki, w szczególności Aikido. Nie chodzi tu o manię. Nawet nie o perfekcjonizm. Bardziej o stan ducha. Sprowadzając to do banalnych i znanych nam sytuacji powiem, że teraz zdecydowanie bardziej rozumiem kobiety, w tym moją kochaną żonę, które robiąc na drutach się relaksują. Dla mnie ostrzenie nie jest męczarnią ani stratą czasu, lecz odpoczynkiem, odstresowaniem, przywróceniem równowagi. Czymś podobnym do robienia na drutach. Swoją drogą takie podejście sprzyja opanowaniu tematu.

Fastfood na początek

Na początku przygody z TG mamy oczekiwanie, że jeżeli mamy ostrzyć, to jeden kamień powinien wystarczyć. “Aż jeden. I dlaczego taki drogi.” Idea jednego kamienia do ostrzenia jest jak najbardziej zasadna. Niestety, ostrzenie jednym kamieniem niesie ze sobą spore ograniczenia co do brzytwy i co do ostrzącego.

Myślę, że najlepszym wyborem na ten jeden kamień spośród jnats będzie SUITA 巣板. Oczywiście dobra Suita (przymiotnik dobra/y można stosować uniwersalnie w każdej opcji). To właśnie na Suicie pierwszy raz naostrzyłem brzytwę (jej zdjęcie niżej), a była nią Filarmonika F14. To także po niej pierwszy raz udało mi się przejść test włosa HHT. W obu przypadkach byłem szczęśliwy i zaskoczony. Nie tylko z efektu, ale także szybkości. Jest jeszcze jeden aspekt o krytycznym znaczeniu na początku nauki ostrzenia. Te Suity, które miałem, dają dobre odczucie dla użytkownika. Ostrzenie na powierzchni zachowującej się jak szkło jest bardzo frustrujące. Bez jakichkolwiek sygnałów, że kamień zbiera materiał, można skutecznie i trwale się zniechęcić. 

Suitą ostrzę na jej własnej zawiesinie. Zazwyczaj jest ona mleczna, mączysta i pachnąca jakby palonym gipsem.  


Ulubiona Shinden Suita Kiita

Suity są ładne. Te, które używałem mienią się żółtawo-bursztynowymi pasmami. Widać na nich wyraźne warstwy. Nierzadko widać długie, proste linie, jakby włosy.  Cechą charakterystyczną są jakby bąbelki i kieszonki po gazach (Su) w strukturze kamienia. Podobno słowo Suita można tłumaczyć jak sieć, bardziej mi to przypomina jednak chleb na zakwasie. Bywają też Suity wyjątkowej urody. Jakby przekładańce, mozaiki, z kolorami od kremowych przez zielenie do ciemnoniebieskich (patrz niżej). Suit jest kilka rodzajów z 3 różnych warstw (strat) i mają swoje specyficzne nazwy.

Shoubudani Suita

Dlaczego nazywam je fastfoodem? Bo działają szybko, efektywnie i mogą od biedy wystarczyć jako jeden kamyk. Te, z którymi miałem do czynienia, oscylują w okolicach progresji odpowiadającej gradacjom 4K do 7+K. 

Na szlifach w pełni wklęsłych sprawdzają się doskonale. Na połówkach i ćwiartkach – gorzej. Pokazywałem na forum cięcie włosa po ostrzeniu jedynie na Suicie. Jednak nie kwalifikuje się ich do grona kamieni AWESADO – czyli wykończeniowców.

Mówiąc o koncepcji jednego kamienia można się zastanawiać, czy Suity da się przyrównywać do Coticule. Dość karkołomne zadanie. Nie, to są inne materiały, inny element ścierny, inna struktura itd. Z drugiej strony mają podobnie szeroką gamę progresji. Gdyby jeszcze zacząć na dobrej Suicie stosować metodę unicot, to efekt byłby także bardzo dobry, może nawet na szlifie wedge. Jednak nie zachęcam. Nie jestem zwolennikiem wytwarzania multibevel. Wszystko fajnie, szczególnie na głębokich szlifach i kiedy nie zmieniamy kąta ostrzenia. Ale na brzytwach uśmiechniętych, o płytszym szlifie, albo jeszcze zmiennej geometrii, oraz kiedy zmieniamy kąt ostrzenia po jakimś czasie, multibevel staje się koszmarem.  To takich manipulacji potrzebnej są bardziej radyklane środki niż Suita. No chyba, że jedynie do-ostrzamy.

Pizza

Czy pizza zalicza się do fastfoodów? Włosi by nie potwierdzili. Wszak dzięki swej różnorodności daje bardzo szeroki zakres doświadczeń kulinarnych.

Jaki może być kolejny krok poszerzający doświadczenie w ostrzeniu brzytwy? I to pozostając w idei jednego kamienia oraz wciąż idąc za wewnętrznym głosem rozsądku “po co Ci ten cały kamieniołom“?

Myślę, że w kolejnym kroku warto sięgnąć po jeden dobry kamień bazowy i NAGURY 名倉. Termin nagura pada pierwszy raz. To nic innego jak okruch. Taki jak przy Coti, czy Mullerze. Mały kawałek skały do wytwarzania zawiesiny. Przy tej okazji można pierwszy raz wskazać zaletę kamyków naturalnych. Używając okruchu wytwarzamy zawiesinę, którą da się skutecznie i świadomie operować jako głównym materiałem ściernym, a kamień bazowy wciąż się odświeża, automatycznie. Nie ma problemu tępienia diamentów, czy co znacznie gorsze, wypadania ścierniwa.

Nakayama z podstawowymi nagurami

Skoro dbamy o to, by zestaw były mały i poręczny, o szerokim zakresie progresji, to powinien on się składać z 3 okruchów i dobrej bazy. Stawiam na następujące nagury: Botan ボタン, Mejiro 目白, Tomo 共名倉 . Och, tu już można wchodzi w duże dyskusje. A może lepiej Botan, Tenjyou i Koma? Ja bym obstawiał na razie te pierwsze trzy. Będzie też taniej, ponieważ Tenjyou i Koma są najdroższe z tego zestawu. Ustawiając te 3 wymienione w podanej kolejności i operując zawiesiną, oraz dodając ostatnie przejściem na samym kamieniu bazowym z czystą wodą, łapiemy zakres mniej więcej od 3K prawie do końca. Co więcej, ciągłość progresji jest już niezła. Większa niż użycie 4 różnych kamieni syntetycznych.

Tylko po co komu ciągłość progresji? Są dowody (patrz science of sharp), że przy odpowiedniej technice (ostrzenie “z włosem”) można przeskoczyć z diamentu 1K na wykończenie 10K i ostrze jest absolutnie nadające się do użycia. Osobiście nie próbowałem tego eksperymentu. Natomiast na YT jest mój filmik, w którym ostrzę brzytwę o zniszczonym ostrzu. Mimo poważnych uszkodzeń różnych rodzajów, przechodzi test włosa bez problemu. Każdemu odejdzie ochota do golenia tym ostrzem po obejrzeniu go pod lupą. Pełna progresja w ostrzeniu jest potrzebna do jakości golenia (tak, to się czuje) i do trwałości ostrza (tę oczywistą prawdę można poznać ostrząc noże na samych piaskowcach). Na innym zestawie filmów, gdzie ostrzę jedną brzytwę przeróżnymi kamieniami widać, jak skoki w progresji w błędną stronę ujawniają się bruzdami i nierównościami apexa na wyższych gradacjach. Dlatego przyjmuję zasadę: im “gęstsza” progresja tym lepiej. Dlatego 3 nagury użyte z dobrą bazą to zdecydowanie lepsze rozwiązanie pniż jedna Suita. Lepiej zarówno dla skali progresji, jak i gęstości progów na tej skali.

Najbardziej znane nagury to Shiro Mikawy. Zapewne najbardziej znane z powodu uroczych stempelków. To one wskazują jakość, źródło nagury i jej rodzaj. Do ich odczytania nie trzeba znać japońskiego, wystarczy prosta legenda. Czyli co – rodzaj narzędzia wspomagającego sprzedaż? Właśnie. A może szczególnie sprzedaż za granicę? Resztę zagrożeń można sobie dośpiewać. Innymi słowy, zakup pięknej Mikawy może dać nam wspaniały kamyk, ale wcale tego nie gwarantuje.  Osobiście miałem szczęście zaopatrzyć się parę razy w tzw. złom. Czyli stare okruchy, z wytartymi napisami, często przybrudzone i mało atrakcyjne. W takim wypadku trzeba mieć albo dużą wiedzę, ale zasięgnąć życzliwej pomocy kogoś, kto się na tych sprawach zna (dzięki Alex) aby te okruchy ocenił i uszeregował. To nie jest prosta ekspertyza. Efekt jednak odpłaca się z nawiązką. Z tego złomu, który kosztuje grosze, odpadło mi może 25%, a jednocześnie trafiło się kilka wspaniałych nagur pierwszej klasy. Zakup złomu się finansowo opłaca.

Cześć złomu już po oznaczeniu

Pozostaje wybór bazy. Niestety, to nie jest wybór tani. Im lepsza baza tym cały proces będzie lepszy. Mówiąc prościej: warto zdecydować się od razu na coś drogiego i pewnego – Honyama 本山 Awesado 合砥 , czyli wykończeniowce z Nakayama lub Shobudani. Są najbardziej znane, popularne i zazwyczaj bardzo dobre. Byleby miały dobry rozmiar, były twarde, dawały dobre odczucie pracy na kamieniu i były pre-finisherami, albo lepiej finisherami. Kamień zbyt miękki będzie przeważał swoją zawiesiną to, co uzyskamy z nagury i zaczyna się problem. Zbyt twardy może nie dać wystarczająco wyraźnego odczucia zwrotnego w ostrzeniu. Mój ulubiony to właśnie wykończeniowiec Nakayama (na zdjęciu). Niewiele różni się od niego inny – Aiwadani Awesado 岩谷, też jest dobrym wyborem. Są Ozuku, Shoubudani itd. Wiele różnych kamieniołomów dostarcza dobrych wykończeniowców. Natomiast Nakayama jest zazwyczaj bardzo dobry, stosunkowo przystępny cenowo, dość prosty do rozpoznania, często posiada oznaczenie Kyoto Natural Hone Association  (widoczne  na  jednym  ze zdjęć poniżej) . Dobrym Nakayamą można na samej wodzie doprowadzić ostrze prawie do docelowego stanu.


Mój Nakayama Awesado
Wariant tańszy i wcale nie gorszy – Awadani Awesado

Poszerzenie smaków

Wielu nie przepada za pizzą. Nie jest to żadna wyrafinowana potrawa. Wciąż jednak można wybrać się z ukochaną osobą do włoskiej restauracji i do dobrej pizzy domówić wyborne wino albo w zamian zamówić sałatkę albo macaroni.  Powoli przesuwamy się ze strefy małej gastronomii w kierunku restauratorstwa.

Skoro jesteśmy gotowi na poszerzenie smaków i całego podejścia do ostrzenia, pierwsze co można zrobić z zestawem jednego kamienia i 3 nagur, to dodać więcej okruchów. W poprzednim rozdziale opisałem dlaczego ciągłość progresji w ostrzeniu jest ważna. Dodanie kolejnych nagur “zagęszcza” progresję. Tak więc przed Botan dodamy Ban バン , za Mejiro dodamy Tenjyou 天上 (choć niektórzy robią odwrotnie), przed Tomo dodamy Koma コマ (drogi!). Tym samym uzyskamy łagodne przejścia pomiędzy gradacjami i zaczynamy wchodzić w ostrzenie dość wyrafinowane. “Dość” zostawia pewną rezerwę – tak, bo przecież nie mówimy o dobieraniu kamienia do ostrza i stali. Nie ma co wariować. To już jest naprawdę strefa hobby lub marszu ku perfekcjonizmowi. Zaczyna być drogo. Ale wcale nie trzeba kupować Mikaw, można posłużyć się złomem, który często jest lepszy a na pewno zdecydowanie tańszy.

Poprzedni zestaw uzupełniony 2 Mikawami w miejsca przerw tak by uzyskać pełną progresję
Wariant tańszy i lepszy – stare nagury ze “złomu” wymieniły Mikawy. Za bazę służy Aiwadani Awesado. Warto zauważyć, że niektóre nagury posiadają nacięcia. Bez nich “przysysają się” do bazy i wyrobienie zawiesiny jest bardzo trudne.

Deserek i kawka

Smaczny deserek, wyborna i pachnąca kawka, brak pośpiechu, dobre towarzystwo. Te sprawy wychodzą ponad zwykły cel  – najeść się.

Ostrze przygotowane w sposób opisany wyżej jest już bardzo dobre. Na deser zamawiamy coś ekstra. Istnieją kamienie o niemal magicznym wpływie na brzytwę. Tam, gdzie wydaje się, że progresja została zakońćzona, one dają to coś, co powoduje że ostrze jest ostre i delikatne. Nie jestem pewien, czy da się przetłumaczyć odczucia na parametry mierzalne. Często na forach można przeczytać o goleniu bajce, aksamitnym itd. Pomijając, że te określenia bywają rzucane na wyrost, to faktycznie zdarzają się golenia wyjątkowe. Myślę, że w dużej mierze wynika to “dyspozycja dnia”. Niemniej, idąc za Sciencie of Sharp, można opisać tę cechę dwoma parametrami: sharpness i keenest, ja bym nazwał je ostrością i delikatnością (może zaproponujecie lepsze określenia). Pierwsze mierzy się kątem klina KT. Drugie – kątem apexa w 3 mikrony na wysokość. Pierwsze uzyskujemy w czasie ostrzenia, a drugie na końcu progresji. Od pewnej gradacji wzwyż, nawet kamieniem typu awesado nie zmienimy ostrości, ale keenest można dalej modelować kamieniami najwyższych gradacji. Pod warunkiem, że wciąż mają moc ścierną.

Stary Mizu Asagi z niezidentyfikowanego kamieniołomu

Nie jest łatwo o kamień, który zrobi to coś. Posiadam taki – Mizu Asagi. Jego delikatne użycie, bez siły, z samą wodą, daje efekt, który w goleniu zaskakuje. Taki kamyk to mały skarb. Czasami w tym celu używam innego – Tsushima Ocean Blue. W moim wypadku się sprawdza, ale to jest cecha nie typu kamienia (zazwyczaj są w niższej gradacji) lecz egzemplarza. Testowałem kiedyś pożyczony Nakayamę o takim, albo jeszcze lepszym działaniu. Podobnie miałem możliwość cieszyć się pożyczonym jeszcze lepszym, wyjątkowym, starym brytyjskim łupkiem. Liczyłem na podobne działania Arkansas Translucent (stara sztuka, surowa od spodu, co jest rzadko spotykane) i Arkansas Chirurgical – ale jednak to nie jest dokładnie to samo. Mam zwyczaj, wbrew podręcznikowym przestrogom, używać swojej Tsushima Ocean Blue w dłoni. Jest na tyle mały, a jednocześnie wysoki, że jest to możliwe. W ten sposób kontakt ostrza z powierzchnią kamienia jest wyjątkowo lekki, a o to na tym etapie ostrzenia chodzi.

Malutki Tsushima Ocean Blue, twardy wykończeniowiec

Starter

Dobry starter jest ważny w dobrej kuchni. Niestety często nie znamy tego dobrego zwyczaju i chcemy najeść się samym starterem.

Tak jest i w ostrzeniu. W pewnym momencie doostrzanie nic nie daje. Szczególnie jeśli ostrze uległo uszkodzeniu (np. przez uderzenie lub ostrzenie z brudem, albo uszkodzenie korozją). Niejednokrotnie uszkodzenia wynikają z techniki ostrzenia (błędy, niedokładności, nadmierne zebranie, niekontrolowane zmiany grubości taśmy). Jest prawdą, że dla ostrości brzytwy postawienie skosu KT jest kluczowe. Nie da się dobrze naostrzyć brzytwy bez tego kroku.

Aoto Tamba i Igarashi Blue

Mimo, że okruchy Ban i Botan mogą służyć do wyprowadzenie skosu dla brzytew wklęsłych, to lepszym rozwiązaniem jest zaopatrzenie się w osełkę z grupy Ara-to  粗砥. Dobór takiego kamienia wcale nie jest łatwy. Mam takich kilka, ale bywają niespójne i mogą mocno rysować, a nawet uszkodzić brzytwę. Wiele kamieni niskiej gradacji nie jest przeznaczonych do brzytwy. Stosuje się je wyłącznie do dłuteł i strugów. Osobiście używam Aoto Tomba 青砥 丹波国 i Igarashi blue 五十嵐 . Gdy są dobrze namoczone, działają efektywnie w okolicach 2000 grit. Posiadam Iyoto, ale nie jestem do niego przekonany, używam raczej do innych ostrzy. Dokąd nie znajdę czegoś wyjątkowego w tym zakresie, będę musiał się posiłkować kamykami niejapońskimi, a nawet syntetycznymi, czasami także płytką DMT. Aoto Tamba i Igarashi są wspaniałe w swojej progresji. Cenie je bardzo za spójność i gęstość śladu na ostrzu. Nie zostawiają pojedynczych głębokich rys lecz zbierają równo wierzchnią warstwę. Wygląda to trochę jak ukruszona porcelana – ostra, ale bez śladów. Jeśli skos był stawiany czymś bardzo agresywnym, o ile nie powstały szkody – wyrwania, te kamyki powinny uzdrowić taką poranioną KT.

Iyoto

Podróże kulinarne

W tym momencie już połknęliśmy bakcyla.  Chciałoby się spróbować tego i tamtego. Porównanie z podróżami kulinarnymi jest celne. Kończy się na tym, że na wakacjach za granicą szukasz okazji , by zobaczyć jakąś kopalnię kamienia, odwiedzić rzemieślnika wytwarzającego osełki, albo przynajmniej skoczyć na targ staroci.

Czy to meta? Nie, opcji poszukiwania jest jeszcze bardzo dużo. Zaczynamy podstawiać jako bazę różne kamienie. Zamiast nagur na konkretnych etapach progresji sprawdzamy różne kamienie na ich własnej zawiesinie. Często włączam do ostrzenia Uzu Karasu z bliżej nieokreślonego kamieniołomu oraz bliźniaczy Mizu Asagi. Ale także przeróżne inne własne lub pożyczone. Wymienianie się kamieniami z kolegami to świetny pomysł. Daje właśnie tę  możliwość próbowania różnych konfiguracji. Dzięki pewnemu życzliwemu pasjonatowi i znawcy kamieni miałem możliwość pobawić się różnymi jnats, które były dla mnie nieosiągalne. Nie mam ich na stałe, i dobrze, bo rozbudowany kamieniołom jest ciężki, drogi i na końcu dość dziwny. Od czasu do czasu trzeba pozbyć się tego obciążenia.

Kombinacja kamieni bazowych i różnych nagur

Jest jeszcze inna możliwość. Mam takie przeczucie, że różne sklepy z kamieniami oraz działalność handlowa niektórych influencerów YT na Etsy w zakresie kamieni do brzytwy, powstały tą drogą. Tzn. ktoś zauroczony jnats gromadził ich dużo, wypracował sobie kanały dostaw, uczył się, zyskał jakąś biegłość i w końcu trzeba było zacząć się ich pozbywać. I to nie tylko dlatego, że zajmują zbyt dużo miejsca, ale po to, by utrzymać ruch w kamieniołomie, dostawać nowe, testować, uczyć się. Prośby znajomych o dobór kamienia, a na końcu może mały dochód z obrotu zapewne pomogły w decyzji o otworzeniu działalności handlowej. Oczywiście nie mówimy o Polsce.

Ból głowy

Automatyczne tłumaczenie ogłoszenia.
Ot i trudność. Native też nie pomoże. Po pewnym czasie jednak można już rozumieć co znaczy pysk, kwiat, sieć, leczenie, kruk, skóra, toksyczny itd.

Wchodząc w tematykę jnats można nabawić się bólu głowy. Te przeróżne kopalnie, straty (warstwy), odmiany, poziomy, stempelki, lakowania, oznaczenia twardości i mocy, cechy jednostkowe, przeróżne opinie, historie z rozbijanymi płatkami zamiast ziaren, skomplikowane nazewnictwo oraz użyte znaki, odległość, ceny, import, język – to wszystko są bariery.  

W moim przypadku nawet rodowici Japończycy nie dali rady rozszyfrować, co niektóre napisy mogą znaczyć poza ich dosłownym tłumaczeniem.

Spójrzmy ma to inaczej. Na rynku kamieni japońskich jest dokładna systematyka, precyzyjne oznaczenia, tradycja rodów i regionów, guildie sprzedawców, różnorodność dzięki której na wszystko jest rozwiązanie. Z tego warto korzystać.

Dla kontrastu podaję obok cytat z pewnego pisma rzemieślników kamieniarzy, a więc fachowców w tym temacie. Z sentymentu do miejsca zamazałem nazwę. Niestety w odpowiedzi na mój spokojny komentarz nie podjęli dyskusji. Tylko żeby było jasne: nikogo nie zachęcam do ostrzenia brzytwy piaskowcem. To by był dopiero ból głowy!

click to open

Na koniec chciałem wspomnieć, że Japończycy nie ograniczają się do kamieni naturalnych. Oczywiście, że oferują szeroką gamę kamieni syntetycznych. Wytwarzają także płytki diamentowe. Powyżej przykład bardzo starej płytki ściernej stalowej. Nie wiem czym jest pokryta, ale pełni rolę diamentu.

Składam podziękowania dla Alex za pomoc, uszeregowanie nagur, pożyczanie kamieni i inspiracje.

Powyższy tekst został napisany wyłącznie na bazie własnych prób na bardzo ograniczonej grupie około 60 kamieni swoich i pożyczonych, ale zawsze po rzeczywistym ostrzeniu. W tym w szczególności z użyciem: #Aiwadani Awesado, #Aiwadani Naguras , #Aiwadani prefinisher, #Aizu, #ancient unidentified british slate , #Aoto Awesado, #Aoto Tamba, #Ark Chirurgical Black, #Ark Translucent , #Arkansas Hard, #Arkansas Soft, #barbers british brick slate, #Brylic slate, #Charnley Forest, #Chinczyk 12K, #Chosera 3/5K, #Chu, #Coti ancient “mottled”, #Coticule modern combo, #Escher, #Hindostan, #Igarashi Blue, #Iyoto,, #King 1/6K, #King 1K, #La Lune “for good reazors only”, #Llyn Idwal, #Mikawa Botan, #Mikawa Koma, #Mikawa Mejiro, #Mikawa Tenyou, #Mizu Asagi (unidentified quarry), #Mottled Black Thuringian, #Nakayama Maruka, #Nakayama Mizu, #Nakayama Namito, #Norton India Combo, #piaskowce różne, #Pierre La Lune (blue, brown), #Rozsutek, #Saxon hone, #Shinden Nitta Suitia, #Shoshiro Suita, #Shoubudani Suita, #Tsushiba Black Nagura, #Tsushiba Blue, #Tsushima Black, #Uzu Karasu (unidentified quarry), #Washita (Lilly White?), #Yaginoshira Asagi Blue, #złom różne Nagury, #Zulu Grey

pottery

Tymczasowy piec do wypału ceramiki

Film mówi sam za siebie. Najprostszy projekt. Eksperymentem było użycie zwykłej cegły rozbiórkowej. Znając zagrożenie, pilnowałem się by nie dostać jakimś odłamkiem. Osiągnięta temperatura to 1110C, ale można było ciągnąć dalej. Nie chciałem ponieważ to był punkt rozpłynięcia gliny. Sporo się nauczyłem jeśli chodzi o palenie, np. to, że zbyt dużo paliwa zmniejsza temperaturę i podnosi redukcję. Trzeba balansować. Fajna sprawa. Następnym razem jeszcze bardziej muszę spowolnić krzywą wypału.

hone, honing stones, jnat, nagura

Test kamieni na starej brzytwie

Brzytwa: Solingen Garantie 8/8

Kamienie: Suity: Shoshiro, Shaubudani i Kiita, Arkansas: Black Chirurgical i Soft, Washita, inne jnats: Igarashi, Aoto Tamba, Iyoto, Aiwadani, Chu z nagurami mejiro/koma, syntetyki: King 1K, Indiana King combo, a także nieokreślony brytyjski łupek barberski

Cel: Wybrać najlepsze kamienie z grupy i odrzucić najgorsze

Metoda: Ostrzenie tej samej nieodnowionej brzytwy z typowymi uszkodzeniami bez wyprowadzania KT w odwrotnej kolejności tj. zaczynając od wyższych gradacji w dół na następnie w górę, każde ostrzenie około 15 do 20 min.

Ocena: Obserwacja pod powiększeniem 60-80x oznaczonego odcinka KT w wersji analogowej i nagranie cyfrowe

Dokumentacja: Zdjęcia oraz nagrania na youtube

Link do playlisty kolejnych etapów testu

Kolejne nagrania są opublikowane w playliście, a tytuły są zbudowanie wg klucza [Part number xx – Nazwa kamienia]

https://youtube.com/playlist?list=PL94Xc_NNE0kE9gqV5MV4cwTsJPtE3GdBb

Uwagi

Celem nie było naostrzenie brzytwy lecz wybór kamieni. Brzytwa była w takim stanie, że w celu naostrzenia należałoby zacząć zdecydowanie na diamentach, około 600 grit, a może i nawet niżej.

Nawet King 1K, użyty w środku testu, jest dla takich uszkodzeń zbyt wysoką gradacją. Nie mniej, na koniec, po Arkansas Black, przechodzi test włosa na HHT3.

Wybrany kawałek KT został zaznaczony na czerwono dzieląc go na 5 odcinków. Odcinki te zawierały 4 rodzaje uszkodzeń:

  • szczerby na KT
  • kratery (łącznie z dziurkami na wylot)
  • ścieżki (jak ślady korników)
  • zgorzele
  • ponadto brzytwa nie miała uformowanej KT oraz głębokie rysy wzdłużne.

Ten zestaw kamieni wynika z potrzeby chwili. Oczywiście, że mam inne lepsze i gorsze, ale tamte są już wystarczająco zbadane. I jeszcze jedna uwaga – nazwy kamieni japońskich często nic nie znaczą np. blado zielono-niebieski, albo niebieski kruk. Nie ma się co przejmować.

Zdjęcia kamieni

  • Igarashi

  • King 1K

  • Arkansas Chirurgical

  • Indiana King Combo

  • Washita

  • Aoto Tamba

  • Aoto Tamba

  • Chu

  • Soft Arkansas

  • Iyoto

  • Shushiro Suita

  • Shaubudani Suita

  • Suita Kiita

  • Aiwadani

  • british brick slate

    british brick slate

Wnioski co do metody

  1. Pomysł z użyciem ostrza z typowymi uszkodzeniami był bardzo dobry. Kolejne etapy pozwalały  obserwować jak te uszkodzenia się zachowują. Np. niektóre kratery się powiększają i otwierają, zgorzele blokują postęp na zdrowej KT (mogą być twardsze), korniki są uciążliwe.
  2. Pomysł z odwróceniem progresji zdecydowanie pomógł obserwować efektywność kamieni oraz skutki zbyt dużej agresywności kamieni. Głębokość rys (powstających z niepożądanych ziaren piachu lub zbytniej agresywnych kamieni) ujawniała się nie bezpośrednio po użyciu kamienia, który je spowodował, lecz na wyższej gradacji.
  3. Podgląd analogowy był zdecydowanie bardziej pomocny niż nagranie cyfrowe. To jest oczywiście kwestia sprzętu. Używałem sprzętu niskobudżetowego.

Wnioski co do kamieni

  1. Kamienie odrzucone przeze mnie w tym teście nie są złe jako takie. Te, które uznałem za zbyt agresywne mogą być doskonałymi kamykami barberskimi typu one-touch-hone. Inne odrzucone będą dobre do noża lub dłuta (w właśnie biorę się za roboty w drewnie).
  2. Największym wygranym jest dla mnie Washita. Ten kamień zbiera materiał bardzo wydajnie, gładko i z dobrym czuciem. Robi to lepiej niż Arkansas Soft, i niżej w gradacji niż Aoto Tamba, a nawet Igarashi. Doskonale nadaje się do rozpoczęcia ostrzenia brzytwy, która nie wymaga dużego obniżenia krawędzi z powodu poważnych wad.
  3. Suity potwierdzają, że w przedziale 4-7K są klasą dla siebie. Są bardzo wydajne, oddają ostrzącemu bardzo dobre czucie i są ładne. Dobrze zacierają bruzdy pochodzące z gorszych kamieni na niższej gradacji. Niestety może się zdarzyć jakieś ziarenko “piasku” w zakamarkach suity. Trzeba zwracać na to uwagę, mimo to zalety i tak robią z nich drugiego wygranego. Wśród tych testowanych suit to Kiita jest najlepsza, a Shoubudani najładniejsze.
  4. Trzecim wygranym jest Arkansas Black Chirurgical. Ktoś by powiedział “po co używać coś jeszcze twardszego i gładszego od Arkansas Translucent”, ale ten black ma wciąż siłę ścierającą, pracuje delikatnie i efektywnie. Z mojego arsenału to ten kamyk oraz jnat Mizu Asagi robią te magiczne coś na samym końcu procesu ostrzenia.
  5. Aiwadani zrobił wspaniałą pracę, daje też wspaniałe czucie. Ale mogę się obyć bez niego. Np. przejść ze Suity na Ark Black. W tym samym szeregu stawiam Chu z nagurami. Jest wspaniały, ale mogę się bez niego obyć.
  6. Liczyłem więcej na Igarashi i Aoto Tamba w okolicy 2K, ale one są jednak wyżej w grit. Choć nic nie zaprzeczy, że są bardzo spójne, gęsto zbierają i dają dobre czucie. Nie ma żadnych wpadek z ziarnami niższej gradacji.
  7. King 1K syntetyk bezsprzecznie super wydajny, gdy trzeba zjechać zepsute KT o piętro niżej. Niestety jest mocno agresywny i  bruździ.
  8. Różne kamyki barbarskie raczej charakteryzują się dużą agresywnością (na niewiele przejść). Niestety rysują KT, a więc nie są też spójne np. King Indiana to typ “one touch” – ładnie lustrzy, ale i rysuje niemiłosiernie.
  9. Największym przegranym jest Iyoto. Nie dosyć, że jest wolny to rysuje – albo jedno albo drugie, dwa naraz nie do przełknięcia.
  10. Sprawa trywialna – nie marka, nie pochodzenie, nie chęć, nie zaklęcia, nie cena – ostrzą, tylko dobry kamień. A więc trzeba go znać. Wiadomo, że szczególnie w kamieniach naturalnych różnice w ramach “tego samego kamienia” są duże.

Wnioski co do ostrzenia

  1. Stara prawda – uformowanie skosu to podstawa. Tym bardziej na brzytwie zszarganej. Trzeba wyciąć wszystkie szkody, szczególnie zgorzele.
  2. Zbyt agresywne kamienie użyte na początku wymagają więcej pracy potem, nad usunięciem bruzd. O ile bruzdy nie dochodzą do apexa to nie ma teraz problemu. Prolem pojawi się później, przy kolejnych ostrzeniach. Lepiej tego unikać za wczasu. Ta uwaga pewnie się nie stosuje do zastosowań zawodowych, kiedy trzeba często i szybko brzytwę podostrzyć i nie zawracać sobie głowy perfekcją. Stąd potrzeba kamieni typu one-touch-hone.
  3. Dobre rozłożenie progresji się odpłaca. Droga na skróty może kosztować.
  4. Brzytwę szczerbatą da się spokojnie doprowadzić do HHT, ale to nie znaczy, że nadaje się do golenia. To samo było widać na innym filmiku.
  5. Etap końcowy, super drobny i delikatny kamyk plus skóra, jest nie do przecenienia. O co mi chodzi. Ogolić to się można i po 1K (ala Rambo), a już na pewno po 7K. Ale tę lekkość ostrza daje dopiero bardzo dobry kamień wykończeniowiec, których nie ma wiele. Tu nie chodzi o sam grit. Ale tez o gęstość zbierania, jednorodność, nieagresywność.

 

honing strop, shaving

Wiosełko na stelażu metalowym

W poprzednich artykułach testowałem różne pasy oraz wiosełka. Były tam typowe wiosełka na desce, wiosełka na desce z filcowym podkładem i elastycznymi dystansami, wiosełka z wymiennymi bokami (magnetyczne), wiosełka z możliwością montażu balsy lub kamyka, wiosełka teleskopowe, wiosełka nano oraz wiosełko na stelażu. Od tamtego czasu pozbyłem się wszystkich swoich wiosełek oprócz malutkiego podróżnego oraz starego trupa z naciągiem.

Konieczne jest krótkie przetarcie na skórze. A znowu latanie za każdym razem do łazienki (tam trzymam pasy) nie wchodzi w rachubę. W tej sytuacji podręczne wiosełko jest ratunkiem. Szybko sięgnąłem po swoje stare histo- ryczne wiosełko, odrdzewiłem, przygotowałem wspaniałą skórę  i…….. w międzyczasie Sebastian objawił się realizacją swoich wiosełek na stelażu. Biorę więc je na warsztat.

Przyszło mi testować przeróżne kamienie naturalne. Wiecie sami, że te kamyki są różnorakie i kapryśne. Każdą sztukę trzeba przestudiować, ocenić przydatność itd. Takie zmagania wymagają wielokrotnej obserwacji ostrza pod lupą. Wytarcie brzytwy upapranej zawiesiną, olejem albo jeszcze resztkami materiału z wycierania jej często nie wystarcza.

 

Wiosełko Cichy Custom Leathercraft


Uwaga: nie komentuje w tym tekście sprawy najważniejszej – skóry. W pozostałych artykułach jest aż nadto o skórze – jak bardzo jest krytyczna dla użyteczności, a także jak może być szkodliwa.  Pasy od Sebastiana miały wspaniałą skórę bydlęcą o profilu progresywnym. Myślę, że także wiosełka mają skórę tego samego pochodzenia. Po drugie, nie komentuje ponieważ w innej partii, albo od innego wykonawcy, skóra może być już inna.

Konstrukcję opartą na regulowanym stelażu metalowym, jak u Sebastiana, uważam osobiście za najlepszą. Dzięki niej wiosełko zyskuje wiele cech stawiających je ponad inne konstrukcje (nie na stelażu metalowym) i często ponad zwykły pas do wecowania. Dlaczego:

  1. Nie łódkuje. Z niektórymi pasami jest problem polegający na tym, że krawędzie lekko zawijają się ku górze. Na to ryzyko narażone są szczególnie pasy szerokie. W przypadku wiosełka naciąg jest równomiernie rozłożony na całej powierzchni skóry.
  2. Jest lekkie. Wiosełko z naciągiem jest lżejsze od wiosełek pełnych. Konstrukcje drewniane z zasady są cięższe. Trzeba je podpierać.
  3. Ma regulację. Nie chodzi o to by pas naciągnąć do granic wytrzymałości (znów odesłanie do przednich artykułów). Nie. Wiosełko można naprężyć tak jak jest potrzebne, a potem zluzować. Najważniejsze jest to, że naciąg można dopasować i utrzymać niezmiennie.
  4. Ma dodatkową powierzchnię roboczą. Tak, tak. Wbrew pozorom w wiosełku znajdzie się sporo miejsca. Odpadają nieużyteczne kawałki pasa u góry i u dołu, które służą do mocowań i często straszą brzytwę ćwiekami. Ponadto, do użytku mamy dwie strony wiosełka. Jest to szczególnie przydatne dla tych którzy używają past.  Co więcej, w niektórych wiosłach są aż cztery powierzchnie użytkowe.
  5. Wymienność pasa. W wiosełku z naciągiem stosunkowo łatwo wymienia się pas. Przykładem jest moje wiosełko historyczne które miało zniszczony pas oraz mój stary zniszczony na bokach pas koński. Stary pas z wiosełka zdjąłem. Przyciąłem stary pas koński do wecowania odcinając uszkodzone boki. Zszyłem. Założyłem na stelaż. Działa pięknie.
  6. Nie wymaga zawieszenia. W wielu przypadkach nie jest łatwo o dobre zawieszenie pasa w łazience.  Dygresja – nawet nie chcę patrzeć na video, gdy pas jest wieszany na klamce – przed oczami staje mi próba wejścia domownika przez takie drzwi w czasie wecowania.
  7. Jest łatwe w przechowywaniu. Nadmiar pasów powoduje pewien ból głowy – jak je przechować by się nie odkształciły. W przypadku wiosełka problemu nie ma.

Pomijając kwestię skóry, o której się nie rozpisuje, te konkretne wiosełko od Sebastiana, ma ogromne zalety. Po pierwsze spełnia wyżej wymienione oczekiwania. Po drugie – nie ma wiele tego typu współczesnych wiosełek ani w ofercie w sklepach, ani w drugim obiegu. Prawdopodobnie dlatego, że wykonanie wiosełka regulowanego na stelażu jest trudniejsze od prostego wiosełka na desce bez dystansów. Potrzeba mieć warsztat do wytoczenia uchwytu, obrobić blaszki, nagwintować, może pospawać itd. Co chcę powiedzieć, mamy na naszym rynku coś “nowego” tzn. pomysł stary, ale mało dostępny.

Ponadto wato wymieć:

  • Solidne wykonanie. Nic się nie skręca i nie przekrzywia (uwaga na tego typu wiosełka by nie przesadzić z szerokością). Stelaż jest zrobiony z nierdzewki. Ma wygodny duży uchwyt.
  • Rozmiar. Dla mnie ten rozmiar zastępuję normalny pas. Jeśli ktoś szuka wiosełka podróżnego (patrz wiosło teleskopowe) lub pomocniczego to taki rozmiar będzie minusem. Trzeba jednak podkreślić, że wykonawca nie przekroczył bariery rozmiaru, powyżej której wiosełko traci sens.
  • Jest ładne. Tak. To się liczy. Materiały (stal, drewno, skóra) ładne i schludne.
wiosełko podróżne teleskopowe

Gdzie, wg mnie, można szukać usprawnień?

  • Można pomyśleć nad jakimś patentem łatwiejszego zdejmowania górnej blaszki naciągu, tak by umożliwić łatwą wymianę pasa. Skasowałem. Nieprawda! Jest patencik na bezproblemowe rozkręcenie i wymianę nie przez górę lecz dołem. Pięknie. Kto chce może sobie założyć inną skórę lub materiał.
  • Można dodać półwałek na górnej blaszce naciągu tak by uzyskać bardziej równomierne napięcie po obu stronach.
  • Można zamaskować szef, choć nie ma wątpliwości, że obecny jest bardzo solidny.
  • Dla tych którzy chcieliby wiosełko wieszać można dodać zawieszkę.

Tym sposobem mam 3 wiosełka. Czyli będę musiał się któregoś pozbyć – szuflady trzeba regularnie opróżniać!

Właśnie się zastanawiam czy na ten stelaż nie przygotować kolejne ubranko kanibalizując Prima Rindleder, którego nikt na bazarku nie chce kupić. Skórę ma prima sort (zresztą jest na wykresach) oraz ma dodatkowo dobrą stronę płócienną. Na zdjęciu widać, że rozmiarem pasuje idealnie zarówno na długość jak i szerokość. Mała przeróbka szwów i będę miał drugie ubranko bez żadnej utraty powierzchni roboczej, wręcz przeciwnie. To jest właśnie zaleta stelaża regulowanego.

PS

Dla jasności – to nie jest artykuł sponsorowany! Jak ktoś zrobił wiosełko na stelaży to z chęcią się zapoznam.

bowls, charity, pottery, shaving, Uncategorized

Steam punk ceramics

Steam punk is great! I’ve made some artefacts in my own way. Those who like this style in design they enjoy the buys below a lot. Others not. There is still space for new details and approaches. In both – glazing and mechanical elements. The best would be to experiment with glazing in wood firing kiln and get closer to what Tim See is doing. I hope to come to this point in some time. There are also a lot of examples with excelente mechanical details. But my concern is – the effort needed to make them and than serious doubt how fragile are they in use (if it can be used at all).

In fact the above pieces were not the first approach to make steam punk from me. I did in very beginning of my pottery journey with different clay and glaze. Not all successful, mainly due to its heavy weight. But still ok.

Definitely I will continue, but with a longer break. It is not something that I want to make in series. Every piece is different by definition. I have some nice ideas to include gear wheels etc, but need a bit more preparations and tooling. That is not immediate.

And finally also the double wall shaving scuttle. There is double bottom and the aside containers for hot water.

bowls, pottery, shaving

Simply modest and humble

I love the simplicity of SHINOBU HASHIMOTO ceramic. It is humble and reflect the Japanese pursue for perfection in whatever they do. People tend to mix Chinees, Japanese and Korean styles while they are so much different.

The shaving set is not the only piece that I made. Below you can see also soup vase. There will be also coffee cups and others. What I miss is the wood firing kiln and production of genui glazes like shino.

shaving

Whaler 87 custom razor

Polski
Español

English

Vision

I named it Whaler 87. Whaler because its “drop-like” shape and curve lines resemble a cartoon whale. It is for men, not for fish, so rather Whaler. 87 is not to celebrate my age, but rather to demonstrate its changing size, starting 7 at the heel and ending in 8 inches at the nose.

Design

Let’s try with my own design. Just for fun and for addressing my personal needs and lessons learned from the past.

Profile = 1/4

When it comes to the blade profile I enjoy both full hollows (as in Filarmonica 14) and quarter hollows (as in Reynolds). However, the appreciation for full hollow comes for smaller blades, while 1/4 seems to be very concrete and appropriate for larger razors and work the best for hard whiskers.

Size = 7/8 up to 8/8

Size is always a balance between look and weight. How it happens that Spanish use mainly 8/8 while German 5/8? I appreciate all sizes but my preference targets 7/8.

Steel = whatever but with a bit of history

There are endless and hot discussions on types of steel used for razors. Real combinations are multiplied by various ways of naming the same. Most of the voices are not based on deep understanding and practice but just guesses and wishes. I leave the selection to the maker. This is his job to balance: hardness, sharpness/keenest, ability for tampering, corrosion, polishing etc.

For me, it would be perfect to get a piece of steel with some history, not just commercial product. Something like old sword or file, or …old vehicle cardan shaft etc.

Shape = smiling profile & whale’s shape

There is no mystery in the shape of my design. It derives from Reynolds, W&B, Erik Anton, Wostenholm and others. Wide smile is the primary condition for my good shave. I tend loosing ability to shave with straight straight-razor. This is why I love Saito ones. Subsequently, I wanted to experiment and exaggerate a bit in the overall shape to resemble the whale. It translates into round endings (very safe contrary to many other modern designs) with heavy size nose. Nature is always the best source of inspiration. Beautiful animal!

Finish = back&white classic

I will also try to keep the shades patter of many whales – black on the top and light below the “water line”. All these mirror finishing comes a bit boring after bit of time.
I look for a kind of rustic, if not rudimental, finish (black coating, rough edges). The scales should remain in the contract to the blade – preferably white with dark inclusion and definitely made of natural material.

Here is the theoretical design for of the blade. Paper takes all. No doubts that its execution by the actual maker will bring some important changes. Will see soon, hopefully. This is a kind of artisan product, so bringing here personal flavours is over sticking to the raw design. The finishing of the blade, scales and pins can be done in thousands of ways and materials. I start with my own idea for finishing as presented below.

The description of the first model. Scales out of moose horn (should be whale’s bone), black pins, rough top of the blade, 1/4 hollow.
Hard mockups is the way to test the shape and sizes early. Based on that I made many changes.

Progress log


24 March 2021


30 March 2021

scratching the glass

31 March 2021

moose’s horn

black washers

Almost ready


10 of March 2021 – adjusting logo for etching



16 April 2021 – pre premier FB life by Przemek


Pre premier life in FB group (autor Przemysław M)

25-28 April 2021 – etching the logo by Rafał


11-12 May 2021 – logo is now finished, a great job by Rafał Lewandowski

pottery

Amaco the Great

Finally I join the Amaco family. First firing – immediate satisfaction. It does not mean that Amaco solves all headaches. However, it is great for brushing and when fiddle repetitive results do not matter so much. WT , TC and JG are great as well but more quantity is needed for deeding. Amaco also mixes nicely. See my attempts below.

From left (the finished mugs picture):

1) Oatmeal over iron Lustre (poured over) with a plum on the rim
2) oatmeal over jasper (poured over) with a plum on the rim
3) oatmeal over blue rutile (poured over) with a plum on the neck
All brushed layers made twice.

I also tried reglazing. Mugs first glased with TC Seledon Grun over sodium silicat cracked surface. Than applied A Averturine.

Amaco velvet undergalzes are suburp. These are 3 layers of yellow, orange and red sanded to reveal the texture underneath and fired at 1220C.

charity, pottery, shaving

On stock

Mam parę hobbistycznie wytworzonych produktów ceramicznych do oddania na cele charytatywne. Jeśli ktoś chce, to proszę o wpłatę wartości przedmiotu wg uznania na rzecz którejś z organizacji pożytku publicznego na rzecz osób, najlepiej OPP Możesz. Warunkiem jest by była to organizacja formalnie zarejestrowana i pomagająca ludziom w poważnej potrzebie. Do mnie proszę wysłać blankiet inpost na gabaryt B. Nie sprzedaje i nie udzielam gwarancji. Zdjęcia pokazują rzeczywiste wyroby z ich wadami. Światło na zdjęciach trochę zbyt ciepłe więc nieco przekłamuje. Więcej wyjaśnień było w filmie o miskach.

-11a miseczki ala whaler



-11b miseczki ala whaler

-17 Kapek porcelanowy

17b Kapek nieporcelanowy

-17 Kubek warsztatowy

-18 Filiżanka warsztatowa

-8 Szmacianka

-6. WT


1. Miska, kubek i gryf ala ancient jasper (bez knota)

Na spodzie kubka widać jak ściekło szkliwo i ukruszyła część stopki. Ubytek w niczym nie przeszkadza i można samemu doszlifować.



4. Miska smocza, stojak i gryf (bez knota)

Ten zestaw swojego czasu trafił do użytkownika, który następnie wymienił go na większy rozmiar





11. Kubek okolicznościowy




14. Smocza miska TG (sama miska, bez piany)



pottery

Polish traditional pottery

In this post I simply want to collect and present all the pieces of pottery that I hold in my private “collection” which are: traditional, Polish, utilitarian, genuine, produced by professional potters. They all have very specific forms, clay and glazes. Usually the old potters used practicing a few forms but they mastered it by thousands of repetitions. It is not only about the shape. By default they all have been produced for daily use. So they had to meet the practical expectations of users. To my knowledge there are still some traditional potters continuing their practice, but just few. There some places in Poland where most of the families settled in specific village practiced pottery. But currently, it is great deal to find there even one active potter. So this heritage pass away. It is sufficient motivation to collect photos. Here you are.

A kind of tankard for keeping bread’s
sourdough
Traditional water/milk jug
Storage jar, often used to keep pickled cucambers